krysia blog

Twój nowy blog

A cóż to za pytanie?
Bardziej trapi fakt że istnieje coś takiego jak fałszywa przyjaźń.
Ale czy przyjaźń sama w sobie nie jest absolutnym dobrem? w związku z czym fałszywa przyjaźń jest błędnym terminem w kategoriach znaczeniowych.
Chociaż termin ‚fałszywa przyjaźń’ nadaje spojrzenie z jakiejś perspektywy, subiektywne.

Przyjaźń istnieje a i owszem
i to ta najszersza i najprawdziwsza.
Tylko nie zawsze nas stać na tak wysokie uczucia.
Co trzeba dać:
empatię, szczerą chęć pomocy, opiekę, wyzbyć się cynizmu, chęć uszczęśliwiania siebie nawzajem
a w zamian otrzymujemy niewiarygosnie pozytywny ładunek,
energię
uśmiech
spokój ducha
i wiernego przyjaciela

Dobro okazane powraca.

Kurczę, ludzie, to takie proste.

Teraz ja pytam: czy pytanie o istnienie prawdziwej przyjaźni jest wyrażeniem troski o relacje międzyludzkie, czy podsycaniem zawiści?
I znów ukujemy kolejny patetyczny slogan a la ‚Miłość nie istnieje’?

Homo Sapiens

2 komentarzy

Za dużo myśli.
Za dużo czuje.
I niszczy sam siebie.
I śmieszne jak z racji tego, że jest istotą społeczną
nie potrafi nią być.

.. że z tą depresją i apatią jesienną to nie jest żaden przekręt.
to są same fakty.
samiutkie.
Raz wszystkich świętych.
Dwa zaduszki.
Trzy liście opadają, drzewa łysieją.
Cztery wyżej wymienione liście szeleszczą pod stopami.
Pięć mrok wszechobecny
Sześć zimno, chowamy się w domach i za dużo myślimy.
Siedem w takiej ciemności człowiek czuje się conajmniej opuszczony
Osiem piosenki smutne są jeszcze smutniejsze
Dziewięć w listopadzie najlepiej prezentują się puste parki i cmentarze- a te wpędzają w sentymentalne rozmemłanie
Dziesięć marazm, wielki marazm przez te mrozy.

ALE
nie jest to groźna choroba. rety.
użalanie nad sobą też nie.
to tylko taki Weltschmerz, tęsknota i poszukiwanie sensu.
czasem tylko ciężko znaleźć sens i powody do wstania z łóżka.

Aj Listopad.

Brak komentarzy

Urodziłam się w tak parszywym miesiącu.
Że nie zdziwię się jeśli kiedyś popełnię samobójstwo w dzień swoich urodzin.
A właśnie.
Ostatnio nawet obmyśliłam kiedy samobójstwo byłoby najwygodniejsze.
Musiałabym być znana.
I coś tworzyć.
Może być muzyka.
W każdym razie, żeby ludziom sie podobało, w głowie zawróciło, doprowadzało do obłędu.
A potem
Będąc jeszcze w sile wieku
Dokonać żywota za sprawą własnej ręki.

Wtedy. Nie zapomną, ba każde nowe pokolenie fanow, bedzie kochać twoja tworczosc i oplakiwac śmierć.
I pozostaną filmiki na YouTube.
I będą nosić koszulki z twoim wizerunkiem.

Jasnasprawa. Prosty plan

Medialne. Będzie dobry materiał.

Tu przywołam wiersz Z. Herberta:

Pan Cogito czyta gazetę

Na pierwszej stronie
meldunek o zabiciu 120 żołnierzy

Wojna trwała długo
można się przyzwyczaić

Tuż obok doniesienie
o sensacyjnej zbrodni
z portretem mordercy

Oko Pana Cogito
przesuwa się obojętnie
po żołnierskiej hekatombie
aby zagłębić się z lubością
w opis codziennej makabry

trzydziestoletni robotnik rolny
pod wpływem nerwowej depresji
zabił swą żonę
i dwoje małych dzieci

Podano dokładnie
przebieg morderstwa
położenie ciał
i inne szczegóły

120 poległych
daremnie szukać na mapie
zbyt wielka odległość
pokrywa ich jak dżungla

nie przemawiają do wyobraźnie jest ich za dużo
cyfra zero na końcu
przemienia ich w abstrakcję
temat do rozmyślania:
arytmetyka współczucia

Może nie dokładnie sto, ale oscyluje wokół tej liczby. A chodzi o liczbę dni dzielących studniówkę w Sowińskim od egzaminów maturalnych.
A narazie mamy póltora tygodnia i równie wielkie odliczanie.
Zrobiłam wielkie oczy gdy już w grudniu doszły mnie słuchy, że dziewczyny mają, lub są w trakcie poszukiwań kreacji na studniówkę. ?!? . Mamy grudzień, impreza w lutym / dokładniej drugiego lutego/ termin jakiś taki odległy, nierealny, a wy już o sukienkach. dajcie spokój.
Przyszedł styczeń i się zaczęło.
Gdy tematy się wyczerpywały, zazwyczaj padało pytanie: masz już sukienkę na studniówkę?
A potem: jaką?
I o poszukiwaniach. Rany ile ona się nachodziła po tych galeriach, sklepach, butikach…!
A to kieca, a to buty dopasuj, ta się do makijażystki zapisała, a tamta musi iść na solarium.
I stoję wśród nich i mi ręce opadają. I płacz: Że nic nie mogę znaleźć, że cholera mnie bierze, że nie mam kiedy, i że pójdę w wyciągnietym swetrze. O!
A to tylko dwa tygodnie, a ja buty muszę znaleźć, jak mam kupić buty jak nie wiem jak wygląda moja sukienka?! – po prostu frustracja.
I myślę w końcu, po co to wszystko? Sobota, szast prast i po studniówce. Wrócimy do szkoły i będzie tak samo. Kiedyś były białe bluzki, spódnice ciemne i koniec. Studniówka w szkole, tak miło, szkolnie…
Nie… teraz wielki bal, sala musi być, balowa! a jakże! / co prawda Hotel Sobieski pod tym względem to jakaś porażka, będziemy po ścianach chodzić, bo inaczej palca między ludzi się nie wciśnie/
Tu planują biforek, tam afterek w modnym klubie…

Komu potrzebna ta szamotanina?
Oczywiście, bal na sali gimnastycznej to zupełny obciach. Lepiej drogi hotel i kieca wydumana.

Co dziewczyna musi zrobić przed studniówką?
1. Schudnąć. Wszystkie gadają o dietach. Nieważne czy ważą 47 kg przy wzroście 170, czy więcej
2. Poszukać i zakupić kreację. Musi być powalająca.
3. Do wyszukanej kreacji, wyszukane buty.
4. Solarium. Dla pięknej cery i co by nie wyglądać  jak córka młynarza.
5. Manicure. U kosmetyczki. Sama, to sobie robi na codzień.
6. Fryzjer. Zasada: Masz proste, skręć je; Masz loki, wyprostuj. W ten sposób osiągniesz efekt megametamorfozy. / na lepsze, czy na gorsze.. whatever…
7. Makijażysta. Fachowe oszpachlowanie.
Teraz tylko drobny dodatek w postaci biżuterii i jest gotowa na studniówkę.
Radzę po imprezie makijażu nie zmywać, szkoda kasy, a można się przecież jeszcze na mieście pokazać.

niemożliwie

1 komentarz

a jednak. totalne otępienie, mózg na rezerwie. poziom wypowiedzi spada, leci na łeb a szyję i ogranicza się do dźwięków nieartykułowanych. koordynacja ruchów ledwie starcza na chodzenie.
 
z nadzieją dopatrywałam się wiosny w styczniu. a tu masz. śnieg. niespodziewany. irytujący. bo kto to widział. i znów breja, przedzieraj się przez to obrzydliwie zasyfione miasto.
chlew mieszczaństwa a widzi się jako wielki świat.
szkoda, szkoda.

a skąd ten bałagan w mieszkaniu?

Początek

1 komentarz

I tak, wpatruję się w monitor, czekając aż przyjdzie jakaś myśl, refleksja, aż się melancholijnie zrobi.
Nic, nic, nic.
Cicho.. głucho, pusto w głowie.
Żadnej frustracji, złamanego serca, choćby sprzeczki.
Co by wyrzucić z siebie, anonimowo.
Oczy szczypią.
W stupor wpadam.
Na nic to, na nic.


  • RSS